poniedziałek, 8 grudnia 2014

Carved earth, cold, hiding from you in this skin, so old.

W piątek pojechałam do Warszawy.
Podróż minęła mi szybko, mimo półgodzinnego opóźnienia (nic niespodziewanego, gorąco pozdrawiam PKP). Przesiadka w autobus także poszła gładko. Pod studiem czekała już na mnie Sariel, a chwilę później dotarła Ithil.
Dostałam polecenie od pana Tulipana by dobrze się najeść, co uczyniłam w pobliskim przytulnym barze.
Bardzo fajny wystrój tam mieli, i smacznie.


A po posiłku wraz ze znajomymi poszłam do studia tatuażu "Syrena" i stało się to.
źródło

Szczerze powiem, nie jestem w stanie podać dokładnego czasu robienia tego tatuażu. W studiu byłam o 16:00, a na dopracowanie i przygotowanie wzoru poświęciliśmy około godziny. Ze studia wyszłyśmy chwilę przed 20:00, więc w przybliżeniu trwało to 3 godziny.



Większość czasu przesiedziałam w  sposób widoczny na poniższym zdjęciu. Byłam świadoma faktu, że mam niski próg bólu, jednakże nie wiedziałam, że jest aż TAK niski. Na samym początku tatuowania przyznam się, że zrobiło mi się całkowicie biało przed oczami i lekko się zatoczyłam, pan Tulipan już chciał mnie łapać.
Czasami także mi się pisnęło, ale ogólnie byłam cicha i grzeczna. Jak to określił pan Tulipan, "dzielny przechuj". Nie śmiem zaprzeczyć.


Czasami sytuacja wymagała przyjęcia innej pozycji. Dodam, że było mi naprawdę wygodnie.








Tatuaż odpowiednio zabezpieczony, by przetrwał czas podróży do domu Sariel. Rękę miałam nieźle spuchniętą. Przypominało mi to bardzo ramię Popeye'a :P Widać to było jednak po zdjęciu opatrunku, a wtedy zdjęć już nie robiłam.



Dziś, czyli w poniedziałek, stwierdzam że tatuaż elegancko mi się goi, trochę swędzi ale ostrzegano mnie przed tym ;P Dodatkowo ze strachem stwierdzam, iż mimo naprawdę dużego bólu już zastanawiam się, jaki wzór w jakim miejscu będzie kolejny...



Poza tym bardzo motzno polecam genialnego pana Tulipana! 10/10 WORTH.

Tu możecie zobaczyć jego dzieła: KLIK oraz KLIK





środa, 3 grudnia 2014

Howling wind

Dni przemijają cicho jak szare obłoki.
Gdzieś w oddali zbierają się burzowe chmury. Pytanie, czy nawałnica do mnie dotrze, czy rozmyje się pozostając w oddali.

Coraz bardziej boję się piątku. Myśl o tatuażu niesamowicie mnie cieszy, jednak strach przed igłami znów daje mocno o sobie znać. Żeby tylko nie skończyło się to mdleniem :x Mózgu, stop.

Ostatnio pogoda daje mi w kość. Jestem mimo wszystko ciepłolubnym stworzeniem i temperatury ujemne mi nie sprzyjają.



Niedawno tworzyłam takie oto dzieło - kosmiczną pastel gotycką galaretkę. W momencie tężenia dodałam cukrowe gwiazdki i patyczkiem powpychałam je na różne głębokości. Bałam się trochę tego eksperymentu, ale na szczęście gwiazdki nie rozpuściły się i nie zabarwiły wokół siebie galaretki :)
Zaczęłam coś ostatnio bardziej tworzyć w kuchni i już myślę nad kolejną, jeszcze bardziej klimatyczną galaretką >D świetnie by było gdybym znalazła czarne cukrowe gwiazdki czy coś w ten deseń.



Muszę się w końcu zmotywować do robienia zdjęć moim stylizacjom. Ale co zrobię, że ze mnie leniwa buła :x
Niedługo opublikuję kolejną recenzję rzeczy kupionych u Holycreep.


czwartek, 20 listopada 2014

Cause' we are not afraid of who we are but of what we have become.



Październik i listopad dostają ode mnie mandat za przekroczenie prędkości.

Choć na początku roku akademickiego miałam już od września trwający zły humor, tak od końca października po dziś dzień jestem w świetnym nastroju. Wreszcie w znacznej mierze uporałam się z siedzącymi w mojej głowie demonami,  choć kilka z nich nadal pozostało.

Lekarstwem na moje smutanie był cudowny koncert mojego ulubionego zespołu, na który zabrał mnie przyjaciel, a niespodziewany przylot ukochanego na tydzień jako prezent na moje urodziny to był strzał w dziesiątkę z jego strony. Poza tym niesamowicie zacieśniłam więzi z pewnymi osobami i czuję się komuś potrzebna. Mam cudownych ludzi wokół siebie.


Wreszcie po długiej walce z niektórymi osobami dostałam w swoje dłonie nowy telefon z całkiem znośnym aparatem, dzięki czemu powracam do robienia mojego wyzwania 365. Mimo, że upłynęło już kilka miesięcy, w czasie których nie robiłam zdjęć codziennie, nadal nie opadły we mnie chęci i cieszę się na myśl o kontynuowaniu projektu.





Wreszcie znalazłam szatę graficzną, która odpowiada mi w każdym calu i do tego jest czytelna ^^





5 grudnia jadę do Warszawy po mój pierwszy tatuaż. Każdego poranka gdy otwieram oczy i patrzę na jeszcze nie skażoną niczym skórę ręki, ogarnia mnie strach i niepewność. Jednak wraz z przemijaniem dnia to uczucie zostaje wyparte przez zdecydowanie i szczęście. I tak codziennie.
Może to przez to, że ja po prostu boję się igieł :x


czwartek, 16 października 2014

Tycho


Wczoraj pojechałam z przyjacielem na koncert zespołu Tycho. Z przekonaniem stwierdzam, że był to najlepszy koncert na jakim byłam i ciężko mi znaleźć słowa dobrze opisujące genialność całego wydarzenia.

Co śmieszne, Tycho poznałam nie tak dawno i przez przypadek. Mój znajomy mający dość ciekawy gust muzyczny udostępnił w czerwcu na swoim facebooku link, komentując że koniecznie musi pojechać na ich koncert. Z ciekawości sprawdziłam zawartość linku. Był to utwór Daydream z płyty Dive.
Do dziś pamiętam ten zabiegany dzień i wiele kumulującego się stresu, oraz moment w którym wraz z pierwszymi dźwiękami piosenki usiadłam na sofie pośród poduszek, odetchnęłam z ulgą i zrelaksowałam się.

Przyznam, że od tamtego czasu wpadłam w lekką obsesję na ich punkcie. Moją playlistę zdominowały także podobne zespoły, ograniczyłam się w wielkim stopniu tylko do ambientu, trip-hopu i downtempo. Każdy ma czasami dziwne fazy w życiu. ^^"


Christopher Willits, który supportował koncert także mnie niesamowicie zauroczył, jest krótko mówiąc genialny.
Wisienką na torcie są dla mnie zdobyte autografy na ich płycie "Dive" oraz krótka rozmowa i zdjęcie z Rorym O'Connorem, perkusistą zespołu. Szczerze bałam się niedostępności z ich strony, a tu proszę - okazali się być niezwykle otwarci i sympatyczni.


Zdjęcie z Rorym - nic nie edytowałam poza dodaniem podpisu. Oświetlenie w klubie zrobiło super hypsterski filtr D:

Czekając 4 godziny na pociąg w McDonalds. Uśmiech nie schodził mi z twarzy :3




As I wrote it in previous post - I went to the Tycho concert yesterday. It was something trully amazing, I lack suitable words to describe my feelings right now.

Funny that I met their music by accident in June. Friend of mine shared one of their songs on facebook and wrote about upcoming concert. Because he has really interesting music taste I checked out the link. It was "Daydream". While listening to that song I literally started daydreaming, really sat down on my couch and chilled. I still remember that day full of stress, and that exact moment when I've finally stopped pointless running and took a deep breath.

I must say I became pretty obsessed with Tycho. I also looked for similar music bands and my playlist was reduced to ambient, downtempo and trip-hop only. Just a little phase ^_^"

What can I add is that my best friend bought me tickets as a birthday present (had it on monday) and he went there with me. It was one of the best days I've had and I can't stop saying "thank you" to him.


Btw if you like Tycho you should check out Christopher Willits, this guy is also super cool! Loved his performance (Tycho support) and I'm definitely listening to his music from now on.
I also bought their CD "Dive" and got their autographs on it!! And a photo with drummer Rory O'Connor *__*(btw, I only added my sign, wasn't editing colours. Lamps at the club did their thing. So hipsta, wow.)



Na koniec zdjęcia mojego koncertowego outfitu. Brałam pod uwagę długą podróż z Łodzi do Warszawy, koczowanie po koncercie na dworcu do 4 rano i powrót do Łodzi - dlatego na przykład ocieplacze i płaskie buty, inaczej nogi by mi z zimna odpadły >D

hoodie - thrift shop shorts - thrift shop shirt - New Look beanie - H&M vest - H&M shoes - market crystal earrings - Sadir Jewelry   bag - market tights, leg warmers and over knee socks - market tattoo choker with pentacle - Holycreep! Hamsa necklace - gift crystal necklace - made by me glasses - C&A scarf - H&M




 Na wierzch założyłam wielką ciepłą bluzę, wygodna i daje +25 do obrony przed złym światem.
Big comfy hoodie on top. Bought it in thrift shop and I love it.


wtorek, 14 października 2014

Awake

W ubiegły weekend w Łodzi odbywały się targi kamieni i minerałów Interstone, na które czekałam już od kilku tygodni. W poprzednich latach nie udało mi się na nie trafić więc tego roku zdecydowanie nie mogłam sobie odpuścić. Choć miałam iść ze znajomymi, wyszło na to że wybrałam się tam sama - nawet lepiej, bo zatopiłam się całkowicie we własnych myślach i bardzo odprężyłam. Mimo wszystko po chodzeniu między stanowiskami przez prawie 4 godziny nogi zaczęły mnie trochę boleć. Dla minerałów wszystko <3

Upolowałam to.

Najdroższe z całej gromadki były pierścionki, ale wcale nie żałuję zakupu. Jeden dla mnie, drugi sprezentowałam mojej mamie, kupione w ramach prezentu urodzinowego dla samej siebie i podziękowania mamie za 22 lata trudów i wesołych chwil.
 Mój jest z niebieskim szafirem, dla mamy z zielonym szmaragdem, jak jej oczy.

Jeśli chodzi o ubiór, podstawą były dla mnie wygodne buty koniecznie z płaską podeszwą. Było wręcz gorąco jak na październik, co pozwoliło mi wyjść z domu bez konieczności zakładania swetra czy bluzki z długim rękawem.

 Kamizelka jest warta przedstawienia: to dzieło miło spędzonego popołudnia razem z kochaną Niną, która wytłumaczyła mi z cierpliwością mędrca jak zabrać się do szycia takich oto obiektów. Trochę jej pomogłam, przeszywając brzegi tu i ówdzie oraz wymyślając jak to ma wyglądać. Wkład mojej pracy oceniam mimo wszystko na 10% ^^"
Uwielbiam ją ;__;
 Ostatnio trochę szaleję z ilością pierścionków ^^"

  trousers - Terranova shirt - H&M hat - vintage vest - LFDT shoes - market crystal earrings - Sadir Jewelry   bag - Lokaah rings - mostly H&M necklace - made by me


 Już jutro odbędzie się dawno wyczekiwany koncert Tycho! Szaleję z radości *_______* Jadę tam razem z przyjacielem i już czuję tę wyborną atmosferę.



Last saturday I went to Interstone, big event that happens twice a year in my city. You can buy there shiny stones, precious gems, beautiful jewelry, fossils... everything!
I bought items visible on the photo - rings were the most expensive of them all, but I just couldn't resist. Also, when you look at it from the other side - it was a great deal to pay this little for 2 rings with real emerald and sapphire. Normally it would cost me twice as much.
Green one was a gift for my mom, and dark blue I bought for myself.

The weather was just great. Warm enough for me to go out without long sleeves.
Please pay attention to my new vest - I've got an idea of making it this way, but all the work was done by amazingly skilled friend Nina <3 you totally should check her fanpage  > LFDT<


Tomorrow I'm going to Warsaw to the concert of my favourite band - Tycho. Love them love them and I'm already going crazy!!

wtorek, 7 października 2014

Copic!

Pokój już prawie że w finalnej formie. Jedyne, co muszę zrobić, to dokupić kilka gwoździ by przybić kilka rzeczy do ściany. W końcu czuję się w nim jak u siebie. Co dziwne, zwykłe dekorowanie pokoju niesamowicie mnie poruszyło od środka i na dobre skruszyło artystyczną blokadę powstałą w trzeciej klasie liceum.
I tak po ponad czteroletnim zastoju znowu zaczęłam rysować. Sięgnęłam także po farbki wodne i jestem zaskoczona, z jaką łatwością się nimi obsługuję. Biorąc pod uwagę moją wieczną wojnę z wszelakimi farbami, jest to niesamowity zwrot akcji.

Jednakże to nie o akwarelach dziś chcę napisać. Na samym początku lipca natknęłam się na bardzo inspirujące rysunki wykonane specjalnymi markerami firmy Copic. Na początku myślałam, że były to obrazy pokolorowane w photoshopie czy SAIu, nie mogłam uwierzyć że da się tak gładko i płynnie cieniować ręcznie. Zero smug, widocznej tekstury, coś wspaniałego. Od razu ich zapragnęłam, niestety musiałam z tym poczekać do powrotu do Polski.

Ale wreszcie udało mi się upolować kilka Copiców! Zdecydowałam się na Copic Ciao, ponieważ są tańsze od wersji Copic Sketch, co mojemu studenckiemu portfelowi bardzo odpowiada. Do samego końca nie byłam pewna, czy będą mi te markery odpowiadały, zakupiłam więc tylko 6 sztuk - dwa cieliste, dwa turkusy i dwa fiolety.

Pomazałam nimi co nieco i się totalnie zakochałam.

Aktualnie w swojej kolekcji mam 17 pisaków oraz 2 multilinery.

Na razie zamierzam uzbierać wszystkie odcienie ciepłej i zimnej szarości, następnie chcę kupić resztę fioletów. Mam też chytry plan poproszenia rodziny i znajomych chcących mi sprezentować coś na urodziny, by zamiast wymyślania kupili po jednym Copicu. :3


 
Najświeższy rysunek, z niedzieli. Szybki autoportret.



Tak poza tym to zaczął się ostatni dla mnie rok akademicki, czas zbierać się do napisania licencjatu. Żebym tylko wiedziała, na jaki temat chcę pisać... ;_;

sobota, 6 września 2014

Revolution.

Ostatnio zachodzi we mnie wielka zmiana. Wreszcie miałam czas by wiele rzeczy przemyśleć, i chyba odnalazłam swoją ścieżkę.

W środę rano byłam już w Łodzi, po 16 godzinnej podróży. Stęskniłam się za moim kotem i ona za mną też, bo nie opuszczała mojego boku przez cały dzień, a kiedy mogła to siadała na mnie. Z tej miłości cała byłam pokryta jej futerkiem ;_;

Cały czwartek poświęciłam na sprzątanie pokoju. Wypakowałam torbę, odkurzyłam gruntownie, przestawiłam kilka mebli... i nie wiem nawet w jakim momencie zaczęłam malować ścianę na brązowo :'D
Od dawna przymierzałam się do tego, bo na kremowej farbie było już za wiele otarć i nie mogłam na to już patrzeć, ale zawsze nie miałam odpowiedniej ilości czasu. A dziś bardzo spontanicznie zechciałam przyozdobić pokój rysunkiem by nie było tak pusto, i dalej akcja działa się sama, w towarzystwie ambientu.


To jest dopiero pierwsza część zmian. W planach mam mnóstwo rzeczy, oto część z nich:
  • zrobienie własnych łapaczy snów nad łóżko i na ścianę
  • zdobycie zrzuconego poroża, by powiesić na ścianie i zawieszać biżuterię
  • dokończenie moskitiery nad łóżko
  • kupienie wielkiej pikowanej narzuty na łóżko
  • przywiezienie z działki nowych roślin
  • zrobienie terrarium
Mieszkam w tym pokoju już od 5 lat, ale do chwili obecnej nie miałam najmniejszej wizji, planu na jego wygląd. Teraz, gdy został mi tylko rok do wyjazdu do Holandii na stałe, urządzam się z wielkim rozmachem. Lepiej teraz niż wcale,  a i nic nie idzie na marne, bo większość rzeczy zabiorę z sobą.




Lately something really big is changing inside my mind. Summer gave me a great chance to think through many aspects of my life. And it seems I've finally found my own path.

I have never felt this good, so I take a leap of faith and diving towards this new direction. No turning back.

I was back home on Wednesday morning. After 16 hour hitchhiking trip I was so tired, but I couldn't sleep. Instead of lying on my bed, I decided to tidy my room as it was pretty dusty.
The plan was to only vacuum clean every corner and maybe rearrange furnitures, but soon after I started I realised I'm painting my wall brown. I totally went with the flow xD But the wall really needed a makeover, also I always wanted to paint something above the shelf so it wasn't that 'empty' anymore. The time has come.
It took me some time, but I am really really happy with the result. Triple Moon looks great too, thanks to my vinyl, perfect cicrle shape <3


So funny, that after almost 5 years of living in this room I finally have an idea how I want it to look like. Better late than never! Now I still need to do few things, such as:

  • making few dreamcatchers
  • getting nice pair of antlers, wall decor and as a jewelry exposer
  • finishing mosquito net and installing it above my bed
  • buying big bedspread
  • getting new flowers
  • making a terrarium
I hope to have everything finished by the end of September.
This is probably going to be a hot-topic this month, so be ready for more posts about it! And lots lots of photos~

czwartek, 31 lipca 2014

Welcome to the jungle.

Pierwszy sierpnia, no proszę. Jak to szybko leci. Muszę przyznać, że całkowicie straciłam rachubę czasu będąc tu w Holandii... Dziwne to uczucie, bo przyzwyczajona do prowadzenia wyzwania 365 wystarczyło mi wejść na tumblra i od razu wiedziałam, co kiedy robiłam. Muszę szybko zdobyć nowy telefon, bo ciężko mi jednak bez tego, a aparatu nie mam :S

Ale nie o tym dziś. Lubemu zepsuł się laptop na dobre, przez co zmuszony był do zakupu nowego. I nowy jest o wiele bardziej skory do współpracy, dało się szybko zainstalować czcionkę polską, czyli to czego potrzebowałam najbardziej. To właśnie brak czcionki hamował mnie przed opublikowaniem postów tu - tekst bez polskich znaków wyglądał tak okrutnie nieestetycznie :/ Chyba coś we mnie jednak jest z perfekcjonisty...


Przechodząc do tematu właściwego - jakiś czas temu byłam wraz z Lubym i naszą znajomą Lydią w Zoo mieszczącym się w mieście Amersfoort. I muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego Zoo. W porównaniu do niego łódzki przybytek wypada słabo.


Najbardziej zachwycił mnie sposób budowy klatek dla zwierząt. Nie są to ogrodzone kwadratowe przestrzenie, czego się podświadomie spodziewałam. Często zamiast krat czy szerokich fos postawiona była gruba pancerna ściana ze szkła, która dawała świetną widoczność, i zwierzęta mogły swobodnie podejść aż pod nią. Oprócz tego wspaniałe były specjalne przejścia linowe nad klatkami, na tyle wysoko by było bezpiecznie, ale nadal czuło się niesamowitą bliskość na przykład niedźwiedzi siedzących 3 metry pod tobą :3
Do pary z przejściami linowymi (na końcu których nie było schodów, a zjeżdżalnie) dostępne były też tunele pod wybiegami. Podobne emocje.

Kot, widzę kota *__*
Moim numerem jeden były jednak małe budynki, do których wchodziło się bez jedzenia i w ciszy, bo zwierzęta nie były odgrodzone niczym od przejścia. W jednym z takich budynków było bardzo ciepło, z głośników leciały dźwięki dżungli i wszędzie rosły tropikalne rośliny. Zatrzymaliśmy się na środku podwieszonego w powietrzu przejścia i wypatrywaliśmy zwierząt. Przez dobrą minutę nic się nie działo, i już chcieliśmy iść do kolejnego pomieszczenia... gdy coś malutką i mięciutką łapką dotknęło mojej twarzy : D Odwróciłam głowę i zobaczyłam malutkie małpki siedzące na gałęzi. Wyciągnęłam rękę i jedna na nią weszła na chwilę :3 Niestety chwilę później do budynku wbiegło stado rozwrzeszczanych dzieciaków i małpki uciekły.
W pokoju obok były leniwce, niestety żadnemu nie chciało się ruszyć z miejsca, jedynie dostojnie zwisały z konarów niczym tropikalne owoce.

Nie mam zdjęć z tego miejsca, gdyż miałam przy sobie tylko tablet z umierającą baterią, i było tam na tyle ciemno że nic tabletowy aparat by nie zarejestrował :/

Następnie poszliśmy na podest koło wybiegu żyraf, który był na wysokości ich głów. Jedna podeszła i ją pogłaskałam *_*



Bardzo ciekawe było także miejsce dla wielkich ptaków. Wchodziło się pod wielki 'namiot' z siatki, gdzie ptaki swobodnie się przemieszczały. Najfajniejsze były wielkie sępy, podlatujące bardzo blisko, patrząc się na ciebie jakbyś był apetycznym stekiem.


Luby i niezainteresowany sęp
Pelikany i słońce świecące prosto w moją twarz >.>

Oddzielną częścią Zoo był duży Dinopark. Choć niestety nie było tam żywych stworzeń, to i tak nie dało się nudzić. Szło się wyznaczonym szlakiem niczym po osi czasu, co kawałek z tablicą (po holendersku jedynie, ale miałam tłumaczy) opisującą historię Ziemi i mapą kontynentów. Co było świetne, to dinozaury w skali 1:1 poustawiane odpowiednio do czasu swojego istnienia, a po krzakach poukrywane były głośniki z odgłosami wydawanymi przez te stworzenia. Brzmiało to tak realistycznie, że nie raz podskoczyłam ze strachu, słysząc donośny ryk dochodzący zza drzewa xD

Natomiast dino widoczny na zdjęciu wydawał niesamowicie słodkie dźwięki, oczywiście porównując do jego masy :3


Tuż obok DinoParku część Zoo ustylizowana była na japoński ogród. Można było tam znaleźć japońską czapkę, makaki japońskie, piękne stawy z karpiami Koi i florą charakterystyczną dla kraju Wiśni.
Wiem jedno - gdy kiedykolwiek w przyszłości zdarzy mi się posiąść skrawek ziemi, mój ogródek będzie właśnie w tym stylu.



                                   ☾ shorts - Terranova  top - New Yorker  hat - vintage  shoes - Decathlon  

Tu kilka słów odnośnie mojego zestawu. Jest to, jak ja to nazywam 'ekstremalny casual', czyli innymi słowy usilna próba przemycenia choć odrobinki mhroku Jak widać po butach, postawiłam na wygodę - jedyne buty jakie wzięłam to właśnie sportowe kalenji i czarne canvasowe buty na obcasie. W Zoo się nie siedzi, więc o obcasach nie było nawet mowy, dlatego sukienki też odpadły na starcie bo by nie pasowały. Pogoda nie pozwalała na długie spodnie, i tak to drogą eliminacji pozostały mi krótkie spodenki kupione z myślą o treningu pole dance. Do tego moja ulubiona bluzka z sową i kapelusz, by mi głowy nie przegrzało, bo już kilka razy coś na wzór udaru słonecznego przeżyłam i nie jest to miłe uczucie.

Muszę znaleźć czarne buty treningowe, przynajmniej będą bardziej pasowały >.<
Bardzo żałuję braku porządnego aparatu tego dnia, ale dobrze że tablet dał radę uwiecznić cokolwiek.
Okazało się, że spędziliśmy w Zoo ponad 6 godzin, co każdy odczuł jako maks 4. Na szczęście cień drzew uchronił mnie i Lydię przed opaleniem się, bo mimo filtrów SPF50 tyle czasu na dworze zrobiłoby swoje.

Teraz bardzo chcę pójść do Zoo w Łodzi, słyszałam od brata, że dużo się ostatnio zmienia tam na dobre, jest motylarnia i ładniejsze wybiegi dla kotów.



Plus mały bonus, wszak nie mogłam pozostawić tej JEDYNEJ wąskiej i pionowej rury w spokoju. Taka okrutna jestem, ha.



wtorek, 8 lipca 2014

Pack your dreams.




Wypadki chodzą po ludziach. Jeden właśnie po mnie przemaszerował.

W wyniku tego stałam się posiadaczką turkusowo fioletowych włosów. Mimo to jestem zadowolona z efektu. Jak na improwizowanie już w trakcie farbowania bardzo dobrze wyszło.
Wszystko przez fakt, że mam głowę w chmurach i totalnie zapomniałam, że druga butelka farby ma inny kolor, a mój pomocny brat zaczął już nakładać resztkę poprzedniej, turkusowej farby na włosy przy skórze głowy. Na szczęście było jej na tyle dużo, by pokryć wszystkie włosy równomiernie do 30% ich długości. Na resztę wylądował fiolet, który w sumie ślicznie się przeniknął z turkusem na linii granicznej.
Tak tylko wspomnę, że używam farb Elumen Goldwell, kolory tq@all i vv@all.

Dziś wyruszam w podróż do Holandii. Udało mi się zmieścić wszelaki dobytek do jednej podróżnej torby i plecaka, moje plecy nie umrą od dźwigania :3 Biorąc pod uwagę, że to wszystko ma mi starczyć na ponad dwa miesiące... Jestem królową winrara w wersji Real Life.

Ciągle zastanawiam się, czy wziąć kapelusz czy melonik, powoli skłaniam się ku drugiej opcji.

W sumie powinnam iść spać, już pierwsza nad ranem a o czwartej muszę wyjść z domu by zdążyć na pociąg do Wrocławia... to będzie bardzo ciekawa podróż.






Oops.
I accidentally dyed my hair (or rather let my brother dye my hair) in two colours, turquoise and violet. All thanks to my not-so-great memory, I totally forgot that the bottle with turquoise paint is almost empty. Bro started the work on my hair, and after covering like 30% of hair he asked me for a second bottle. Yeah, I had it, but with different paint colour xD
So, that's the result - some sort of blue-violet ombre hair. In my opinion it looks good (or just not that bad), especially when I braid it or just make a ponytail. Ha, great motivation to experiment with different hairstyles! *excuses excuses*

I am fully-packed for the trip to Holland. I am going to stay at my belowed one's house for 2 months. Yay!~ I hope I will find a job soon enough to earn nice amount of money, so I can buy few more things I have on my wishlist.



Lately I've been buying a lot of clothes, shoes and gadgets, just like never before. Reason number one was that I've finally managed to get a job (I was in a Crunchips TV commercial) so I can afford it. Reason number two, really important one - I know what style fits me best, therefore I know what to look for while shopping (you have no idea how troublesome and annoying it is when you like many different styles and cannot decide what to buy first, or you end up with an example: one lolita skirt, visual punk blouse and sweater and romantic goth shirt. Good luck creating an outfit with that!). Reason number three: after cleaning my wardrobe I had to put aside 80% of my clothes, knowing that I will never wear it again (some pieces are remembering secondary school times!), and that leaves me with - uhm - almost nothing.



But I still need a black backpack, big enough to carry all my A4 size books to school and training clothes.

Enough about clothes xD almost 1:00am, and my train leaves at 5:00am... I hope I will catch at least 2 hours of sleep, and I can always sleep in the train.


poniedziałek, 30 czerwca 2014

Hurry up, we're dreaming.

Ambient w słuchawkach.
Świetliki, plamki kolorów rzucające tańczące cienie na ścianę.
Fluorescencyjna cisza.




Mimo wszechobecnego tematu sesji egzaminacyjnej ja nadal, a może właśnie dopiero od teraz, przebywam w równoległym świecie, gdzie poranki pachną świeżą pomarańczą, a ciepłe noce rozświetlone księżycem w pełni smakują gorącym kakaem z kardamonem. Tak, ja już jestem po wszystkich testach. Wolności, jesteś taka piękna...


handstands
Wyrwałam się do Holandii w czasie sesji na 5 dni, i było przecudnie. A teraz pokutuję za to, przybita do łóżka. Wybrałam najlepszy moment na rozchorowanie się... Dlatego zamiast wrócić do Holandii już w tym tygodniu, zrobię to w następnym, gdy będę w lepszym stanie.

Teraz mam przed sobą zadanie: spakować wszystko, co będzie mi potrzebne na 3 miesiące wyjazdu, i jednocześnie wszystko to udźwignąć. I fakt, że jestem silna, wcale mi nie pomaga.

Chyba znów mam wysoką temperaturę, bo znów mi słabo i kręci mi się w głowie. Dlatego ten post trochę bez składu taki.

W ogóle jeśli ktoś siedzi w klimatach nu goth, pastel goth i podobnych, to zachęcam do odwiedzenia mojego tumblra : KLIK.


EN:

Guess what?


...exam session is over! *runs in circles, screaming*

I feel sooo good lately. I think I've finally found my place on Earth. And a great summer awaits, full of hitchhiking, love, music, parkour, roofs and warm cozy nights with plushy pillows.

And yeah, I'm ill again. Stupid air conditioning on the plane... That's the reason why I'm staying in Poland till next week - my plan was that I travel to Holland tomorrow. But not with this fever and runny nose :S

This post is a little bit messy, but who really cares?

By the way, if you are interested in nu goth, pastel goth and so on, you can check out my tumblr account: CLICK where I reblog and sometimes post whatever inspires me.




czwartek, 26 czerwca 2014

Holycreep! Pendants review.



Zdjęcie ze strony https://www.facebook.com/holycreep

Jakiś czas temu kupiłam dwa wisiorki z facebookowego sklepu Holycreep. Marzyłam o nich od dawna, ale obawiałam się zakupu takiej drobnostki na ebayu i kiepskiej jakości. Szczególnie, że zależało mi na prawdziwych kamieniach. I nagle znalazłam ciekawą ofertę w momencie, kiedy miałam pieniądze. Wzięłam od razu dwa, fioletowy i mleczny, mając przynajmniej pewność, że na pewno do mnie dotrą, bo są wysyłane już z Polski.

Obsługa była bardzo szybka, rozmowa uprzejma i podejście do klienta profesjonalne. Wielki plus za to.

Co do samych wisiorków - choć mam je już od miesiąca, nie chciałam recenzować ich od razu, będąc pod wpływem pierwszych dobrych wrażeń. Pozwoliłam czasowi trochę upłynąć.

Przyszły do mnie bardzo szybko, wysłane tuż po zaksięgowaniu wpłaty. Dobrze zapakowane w bąbelkowej kopercie, z dołączonymi srebrnymi łańcuszkami (miałam do wyboru również rzemyki). Były dokładnie takie, jak na zdjęciu sklepowym.


Nie jestem wielką znawczynią skał i minerałów, ale kolekcjonowanie ich jest moim hobby i po dokładnym przestudiowaniu ciężaru, faktury i innych elementów stwierdzam, że to prawdziwe kamienie, fioletowy ametyst na 100%. Co do drugiego kamienia, to stawiam na tak zwany mleczny opal, naprawdę genialnie opalizuje w słońcu i jest wspaniale 'mleczno' przeźroczysty (stąd ta nazwa).


Nosiłam je intensywnie na zmianę, czasami zdarzało mi się nawet nie zdejmować ich podczas treningu parkour czy do snu (ain't nobody got time for that). Wytrzymały i to, nie ma najmniejszych oznak jakichkolwiek uszczerbków. Jedynie mam zamiar wzmocnić łańcuszek (ostatnie ogniwko), by się nie zerwało gdzieś.

Kamienie są przyklejone do metalowego elementu, ale nigdzie nie ma zacieków czy wystającego kleju. I jest to bardzo mocny klej, nic się nie rusza ani na milimetr.

 I dopiero teraz zauważyłam, że część metalowa trzymająca kamień, ta która jest od strony ciała, leciutko przetarła się do miedzianego koloru. Ale tak jak pisałam - jak jeden naszyjnik założę, to nie zdejmuję przez długi czas, a to nie srebro i miało prawo się przebarwić. A i to przebarwienie jest niewidoczne z daleka.

wisiorek jest dokładnie oszlifowany, i akurat w moim ametystowym są piękne smugi wewnątrz <3








Some time ago I purchased two lovely pendants from the shop Holycreep. It's a polish facebook SS shop, and I am not sure if they can also send items abroad, but I'll shortly write about necklaces quality in english for those who don't speak polish :)

I am not an expert, but collecting rare stones is my hobby and I compared my new necklaces to stones I have and this is what I think: violet one is an amethyst (I am 100% sure) and white translucent one can be a milk opalite.

Both necklaces came along with silver chains. Solid enough to wear them without fear of loosing/ripping them somewhere.

Both stones were glued to small silver metal 'frame'. Nothing is moving, no glue visible, just as it should be.

I can also add that I wear them almost all the time, even when I train parkour or sleep (just too lazy to take it off). Nothing have happened so far, and they still look like brand new. Only one minus is that an amethyst pendant's metal frame that holds the stone changed the colour a little bit, from silver to copper. I assume it is because I wear it more often and it just reacted due to contact with my skin. It's not visible at all when I wear it though.

I highly recommend you those pendants and Holycreep shop as well - the transaction went fast with no complications, also the customer service is at a very high level.

Proszę uwierzyć, myłam to lustro ale to kamień z prysznica, niczym nie chce zejść >.> Tu przykład jak jasny jest mleczny naszyjnik, widać go z daleka. (gratis moja nowa ukochana bluzka z New Yorkera, uwielbiam ją)




SUMMARY/PODSUMOWANIE:




☾  Customer service / obsługa klienta - 5

☾  Delivery / przesyłka - 5

☾  Item quality / jakość produktu - 5







1 - terrible/okropny        2 - bad/zły         3 - average/przeciętny         4 - good/dobry         5 - great/świetny